BLOG

RECENZJA - GRABBIT OD GVIBE

W świecie gadżetów erotycznych wibrator typu królik jest jak mała czarna branży modowej. Obok wanda i dildo w kształcie penisa nie ma już chyba nic bardziej klasycznego, ale podobnie jak nie każda czarna sukienka będzie idealnie na nas skrojona, tak nie każdy króliczek będzie w stanie nas zaspokoić. Zatem czy istnieje „rabbit" idealny?

Jest mi niezmiernie miło, że mogłam podjąć współpracę z marką Gvibe. Jeśli śledzicie nasz blog to może kojarzycie recenzje Gvibe Mini? Z czasem dużo bardziej pokochałam ten gadżet, a teraz miałam okazję przetestować kolejne dwa wibratory marki. Jednym z nich jest Grabbit o którym dzisiaj opowiem.

Nie mam najlepszego doświadczenia z wibratorami typu królik. Bardzo często uszka stymulujące łechtaczkę, zamiast robić robotę bardziej irytowały, albo nie sięgały istotnego miejsca, albo słabo wibrowały. Doprowadziło to do tego, że kompletnie straciłam zainteresowanie do tego rodzaju wibratorów.

Do czasu, aż mogłam wybrać ze strony Gvibe dowolny produkt do recenzji. Wiedziałam, że musi to być coś z serii Bioskin, gadżetów wykonanych z opatentowanego przez markę, wyjątkowo aksamitnego materiału przypominającego prawdziwą skórę. Kojarzyłam, że już kiedyś miałam okazję go dotykać więc już najwyższy czas poczuć go dokładniej ;)

Mój wybór padł na Grabbit czyli z pozoru klasyczny wibrator królik w cudownym kolorze cukierkowego różu.

Oczywiście pierwsze co zrobiłam kiedy już do mnie dotarł to test miękkości owego materiału i rzeczywiście ma coś wspólnego z ludzką skórą, ale to jego czubek nadaje największej realności. U nasady wibrator jest klasycznie dość twardy ale idąc w górę staje się co raz bardziej miękki i wzbudza coś w rodzaju poczucia bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że mimo sporych rozmiarów zabawka nie zrobi mi krzywdy, mam wręcz ochotę się do niej przytulić :) 

To co wyróżnia wibrator na tle innych to aż trzy silniczki umiejscowione nie tylko w części „głównej” wibratora, ale i w obu „króliczych uszkach”. Oczywiście same możemy zdecydować czy chcemy aby wibrowały wszystkie z nich czy tylko poszczególne. To jedna z funkcji która najbardziej przypadła mi do gustu.

Podobnie jak brak udziwnionych trybów wibracji. Do wyboru mamy tutaj ukochany przez wszystkich tryb ciągły, pulsacyjny, pulsacyjny szybki oraz dwa które pozwalają na wyłączenie wybranego silniczka. Poza tym każdy z trybów pozwala na zwiększanie lub zmniejszanie intensywności umiejscowionym na uchwycie plusem i minusem.

Natomiast nawiązując już do samego uchwytu to jest to kolejna rzecz która wyróżnia markę i jest niewątpliwym strzałem w dziesiątkę. Praktycznie wszystkie zabawki Gvibe mają na końcu „dziurkę” - uchwyt, dzięki któremu łatwiej jest nam nimi poruszać.

Ostatnią rzeczą z kwestii technicznych jest ładowanie. W pełni naładowany gadżet działa przez 4h, wiem, że te dane niełatwo przełożyć na życie dlatego powiem Wam, że w moim odczuciu to całkiem długo. Póki co nie miałam niespodzianki w postaci rozładowanego gadżetu w najważniejszym momencie zabawy. Samo ładowanie odbywa się za pomocą ładowarki magnetycznej, która działa bez zarzutu.

Zaczynając zabawę z Grabbitem zetknęłam się z pierwszym i w sumie jedynym problemem. Ma to związek z moją anatomią i niekoniecznie będzie miało podobny wpływ na innych, jednak muszę o tym wspomnieć, bo być może czytają to osoby, które są równie drobne jak ja ;) Dla mnie Grabbit jest po prostu odrobinę za duży i zabawa bez użycia ogromnej ilości lubrykanta nie wchodzi w grę. Nie zniechęca mnie to jednak do jego użytkowania, bo kiedy już jest w mnie to spory rozmiar w połączeniu z miękkością Bioskina najzwyczajniej w świecie robi dobrze! Jest to uczucie przyjemnego wypełnienia, a uruchomienie wszystkich silniczków sprawia, że nie pragniemy już niczego więcej.

Jednak to wibrujące uszy są tutaj superbohaterem (lub nawet bohaterami!). Po pierwsze są tak długie, że bez problemu otulają całą łechtaczkę stymulując ją z obu stron. Po drugie moc silniczków dla mnie jest idealnie wyważona, nie są ani za słabe ani za mocne co wcale nie jest takie oczywiste. Często wibracje w takich małych formach są albo za lekkie albo zbyt agresywne, tutaj dostajemy erotyczny masaż na najwyższym poziomie.

Moim zdaniem najtrudniej stworzyć idealny klasyk. Znowu nawiążę do mody. Biały t-shirt - każdy ma go w swojej szafie, ale znalezienie idealnego już nie jest takie proste. Gvibe stworzył klasyk w postacie wibratora królika, który mimo prostoty działania jest gadżetem idealnym i stanął na podium moich top 3 gadżetów.

Recenzja nie jest długa, bo nie wymaga dokładnego tłumaczenia jak się z nim obchodzić. Jedyne co mogę Wam jeszcze powiedzieć to to że Grabbit w moim odczuciu jest gadżetem idealnym. Jeśli szukacie królika to z ręką na sercu mówię bierzcie tego od Gvibe, nie zawiedziecie się.

***

Dodatkowo robiąc zamówienie na oficjalnej stronie Gvibe na hasło GWPVIBE dostaniecie 10% zniżki na całe zakupy oraz darmową wysyłkę do domu! 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów