BLOG

RECENZJA - LELO SONA

Lelo Sona to mój pierwszy bezdotykowy masażer łechtaczki. Zdecydowałam się na ten model bo intuicyjnie czułam, że to najlepszy wybór. Jest soniczny (inne doznania), dosyć drogi (co powinno przekładać się na jakość) no i piękny - przynajmniej w moim odczuciu. Ale czy to był dobry wybór?

Długo zabierałam się za tą recenzję i wcale nie dlatego, że ociągałam się z testowaniem, co to to nie! Po prostu to moja pierwsza recenzja gadżetu erotycznego. Nie byłam pewna czy w ogóle powinnam się za to zabierać, bo przecież w internecie sporo jest już takich treści, ale zapytałam o to Was na naszym IG, powiedziałyście zdecydowanie TAK, pytałyście też o niego w wiadomościach prywatnych, a ja na co dzień i tak recenzuję swoje gadżety koleżankom. Postanowiłam więc połączyć przyjemne z pożytecznym i zasilić naszego bloga w recenzje (tak, będzie ich więcej) 

Od dawna wiedziałam, że chcę ten model mimo dość wysokiej ceny, bo ponad 600 zł, uznałam że ten sprzęt załatwi sprawę raz na zawsze i będę mogła poznać prawdziwy potencjał masażerów bezdotykowych. Co prawda mogłam wcześniej pozwolić sobie na tańszy gadżet tego typu, ale bałam się że będę miała niedosyt i po głowie i tak będzie chodziła mi Sona. Nie zastanawiałam się też długo kiedy w większości sklepów internetowych ten model potanił o ponad połowę!

Lelo Sone kupiłam jakoś na początku kwietnia i od tego czasu zdążyłam przetestować jakieś hmm... kilkadziesiąt razy (bardziej 30 niż 70, ale zapewniam że podeszłam do tematu rzetelnie!).

Kiedy tylko otworzyłam paczkę zachwyciłam się opakowaniem, nie da się ukryć że jest to produkt ekskluzywny i jeśli lubicie takie gadżety to na tym etapie z pewnością spełni Wasze oczekiwania. Wygląda na wart swojej ceny! Ja zdecydowałam się na kolor jasno różowy, dostępny jest jeszcze w fuksji i czerni. Góra wykończona jest złotym plastikiem, a do opakowania dołączony jest też satynowy, ochronny woreczek. Wizualnie całokształt jest tu na 5+ i zdecydowanie zachęca do użytkowania.


Masażer jest wodoodporny, ładuje się przez dołączony kabel usb i steruje trzema przyciskami - plus i minus włącza gadżet oraz pozwala na kontrolowanie intensywnością, środkowy przycisk zmienia tryby których jest aż 8!

Przechodząc do najważniejszego muszę wspomnieć o tym co w ogóle oznacza „bezdotykowo”, bo sama wcześniej nie do końca rozumiałam. Tego typu gadżety zakończone są czymś w rodzaju "dzióbka", który zasysa łechtaczkę nie dotykając jej tak jak zwykłe wibratory. Dodatkowo Lelo Sona robi to sonicznie czyli falami dźwiękowymi co jak zapewnia producent daje zupełnie inne doznania bo fale rozchodzą się po całej łechtaczce, a nie tylko na czubku. I tutaj przechodzimy do mojego pierwszego doznania.

Po wypakowaniu gadżetu okazało się że nie jest naładowany. Podłączyłam go na dosłownie 5 min co wystarczyło na uruchomienie. Bez większego przygotowania, czyli bez użycia lubrykanta (a jest to dosyć istotne) przyłożyłam go do ciała i jakie było moje zdziwienie kiedy po 15 sekundach było już po wszystkim. Serio nie zdążyłam nawet o niczym pomyśleć, a mówiąc dosłownej - podniecić, orgazm był natychmiastowy i trochę mnie to zasmuciło. To bardzo dziwne doznanie, przyjemne ale nie satysfakcjonujące.

Po pierwszym razie postanowiłam ochłonąć, naładować masażer do końca i wrócić do testów później. Przy kolejnym podejściu nie zapomniałam o lubrykancie, o ile z klasycznego wibratora możecie korzystać bez nawilżania, tutaj jest to niezbędne. Inaczej może być boleśnie.

Przede wszystkim chciałam sprawdzić inne tryby, pierwszy jest jednostajny, kolejna zwiększają i zmniejszają swoją intensywność, pulsują itp. Niestety nie jestem w stanie czerpać z nich przyjemności nawet na najniższej mocy. Do tej pory wybieram tylko pierwszy tryb, a moim jedynym progresem jest nieznaczne zwiększanie intensywności z 1 na 3 max ;)

Dla osoby która nie ma dużego doświadczenia z gadżetami do masażu łechtaczki może okazać się za mocny w ogóle.

W momencie szczytowym, kiedy doznanie jest bardzo intensywne, nie jestem w stanie wytrzymać dłużej. Natychmiast odsuwam gadżet od siebie przez co mam wrażenie, że orgazm trwa krócej. Kolejny raz, zaraz po, też wydaje się niemożliwy z czym nie mam problemu w przypadku korzystania z klasycznego wibratora. Po tym jeszcze przez długi czas jestem zbyt czuła. Czyli z jednej strony oszczędność czasu, bo tak jak napisałam na początku, w zasadzie nie trzeba być nawet szczególnie podnieconym, z drugiej niekoniecznie jeśli mamy ochotę na więcej niż jeden orgazm na raz ;)


Trochę czasu zajęło mi oswojenie się z tym gadżetem, w tej chwili czyli po około 3 miesiącach ciągłego korzystania jestem już w stanie nad nim panować i wytrzymywać trochę dłużej. Nie wiem jednak czy częste korzystanie z tak mocnego sprzętu miałoby dobry wpływ na nasze odczuwanie, trochę bałam się, że może mnie mocno znieczulić na inne bodźce dlatego w pewnym momencie świadomie zrobiłam sobie odwyk.

Co ciekawe kiedy z obawą wróciłam do swojego starego, zwykłego wibratora okazało się, że wcale nie daje mi mniejszej przyjemności niż Sona, wręcz przeciwnie poczułam jakbym odkryła go na nowo co trochę mnie uspokoiło w kwestii "znieczulicy" :)

Podsumowując. Wybierając Sone myślałam, że to będzie mój jedyny masażer bezdotykowy, jednak po kilku miesiącach testów i rozmowie z ekspertkami z LulaPink wiem, że to wcale nie musiał być najlepszy wybór.


Po pierwsze nie używam i raczej nie będę używać dodatkowych trybów. Wydawało mi się, że nie jestem super czuła, a mimo to Sona mnie przerosła i nawet nie chcę nauczyć się w pełni z niej korzystać.

Po drugie za dużo mniejsze pieniądze można dostać gadżet z równie dobrymi opiniami, co zamierzam sprawdzić w przyszłości.

Mimo wszystko polecam, chociaż nie osobom bez doświadczenia. Na pierwszy gadżet do łechtaczki może odstraszyć i zrazić do gadżetów na dobre. Poza tym to super sprzęt, świetnej jakości, w pięknym designie i na pewno dostarcza doznań innych niż wszystkie. Cieszę się, że go mam, jest tak ładny, że czasami przypadkiem zostawiam go gdzieś na wierzchu, bo nie gorszy wyglądem.

Więc jeśli jesteś fanką gadżetów, inwestuj, warto go mieć w swojej kolekcji, zwłaszcza teraz kiedy w większości sklepów jest przeceniony. Ja natomiast postaram się przetestować też inne masażery bezdotykowe, pierwszy na liście jest Satisfyer. Dziewczyny z Lula zdradziły mi, że mimo niskiej ceny świetnie daje sobie radę.

A przy okazji rozpoczęcia cyklu recenzji na naszym blogu, gorąco zachęcam do odwiedzania zaprzyjaźnionego sklepu LulaPink.pl gdzie znajdziecie wiele ciekawych gadżetów oraz blog z równie przydatnymi informacjami 

Dodatkowo, na
hasło: GIRLS otrzymacie od Luli 10% zniżki na zakupy nieobjęte inną promocją!

Kupujcie, testujcie, doznawajcie. Warto.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów
POLSKI ENGLISH