BLOG

SELF LOVE BY KITTY TEASE

Ciałopozytywność nie jest tylko dla ciał plus-size. 

Piszą do mnie dziewczyny, o tym jakie mają kompleksy, jak brakuje im pewności siebie, jak bardzo nie podoba im się ich ciało. Są to śliczne dziewczyny, którym niczego nie brakuje. Pytają się mnie jak osiągnęłam tę pewność siebie i akceptacje własnego ciała. Szczerze mówiąc to nie wiedziałam jak dokładnie na to odpowiadać, bo nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. 

Postanowiłam zrobić research, skąd to się u mnie wzięło, co na to wpłynęło, jak moje postrzeganie samej siebie się zmieniało.

Zaczynając od początku, jako dziecko słyszałam same komplementy, od rodziców, bliższej i dalszej rodziny, czy nawet obcych osób na ulicy. Obcy ludzie potrafili zaczepiać na ulicy moją mamę, babcie, siostrę (starszą ode mnie o 14 lat) i zachwycać się nad tym, jaka to ja nie jestem śliczniusia. Ogólnie jako dziecko byłam pępkiem świata i bardzo mi się to podobało. Myślę, że miało to jakiś wpływ na moją samoocenę. Nie raz, jako dziecko usłyszałam od mamy, żebym nikomu się nie poświęcała i myślała o sobie. To też gdzieś utkwiło w mojej głowie. 

Potem przyszedł okres dojrzewania i masa kompleksów. Życie nastolatki jest tak cholernie trudne, jak ja się cieszę, że to już za mną. Wchodzisz w dorosłość, nie jesteś już dziewczynką, ale dorosłą kobietą też jeszcze nie. Twoje ciało cały czas się zmienia. Zaczynasz uprawiać seks, co z tego, że nie wiesz jak się do tego zabrać, bo w szkole brakuje edukacji seksualnej, a pani na biologii mówi ci, że kalendarzyk jest jedyną skuteczną formą antykoncepcji. Tak, dziewczynki i chłopcy już w gimnazjum zaczynają uprawiać seks. Jeśli jesteś zdania ‘na pewno nie moje dziecko’.. ..tak, twoje dziecko. 

A więc dojrzewanie i kompleksy. Miałam ich mnóstwo, na zmianę mi się w sobie coś nie podobało. Zaczęło się od włosów. Bardzo zazdrościłam innym dziewczynom, że mają proste, a ja ‘biedna’ muszę mieć kręcone. Długo nie podobały mi się moje łydki (a w wieku 14-15 lat miałam na nich czerwone, grube rozstępy, efekt dojrzewania, rozstępy zostały, ale są jasne, nie wstydzę się ich), potem przez chwilę nie podobał mi się mój nos, a nawet brwi. 

Nie było tak, że nienawidziłam swojego ciała, ale też jego nie kochałam. Moje ciało wyglądało wtedy inaczej niż teraz. Ciało nastolatki wygląda inaczej niż dorosłej kobiety. Byłam wtedy szczuplejsza, bo w wieku 16-19 lat byłam fit freakiem, dużo ćwiczyłam i starałam się jeść zdrowo, mimo tego wszystkiego nadal nie akceptowałam siebie w 100%. Do 20 roku życia te kompleksy były silne. Miałam też wtedy faceta, który mnie zdradzał, ta sytuacja nie pomagała. 

Zmiany zaczęły się wraz z wejściem w branżę dla dorosłych. Nie polecam wchodzenia w tę branżę tylko dla akceptacji swojego ciała, absolutnie nikogo do tego nie namawiam. Jest to ciężki biznes i jeśli chce się w nim wytrwać trzeba być naprawdę silną osobowością. Branża erotyczna nie robi krzywdy ludziom w niej pracującym. Zawsze będę powtarzała jak mantrę, że to nie praca seksualna traumatyzuje pracowników seksualnych, tylko ludzie (spoza tej branży) nas traumatyzują. Dzięki tej pracy dokładnie poznałam swoje ciało, wiem co sprawia mi przyjemność. Wiem dokładnie jak moje ciało wygląda, oswoiłam się z nim, z nagością. Od dłuższego czasu pracuję bez makijażu, oswoiłam się bardzo ze swoją twarzą, z tym, że kolor skóry wokół oczu jest inny niż reszta twarzy i przyznam, że gdy mam makijaż (a robię go czasami poza pracą i jest on delikatny), to zaczęłam czuć się z nim dziwnie, inaczej, mimo, że nie ma dużej różnicy, ale moja skóra na twarzy ma jednolity kolor, a jestem przyzwyczajona do tego, że jednak naprawdę tak nie wygląda. 

Oglądanie kobiet, które są w tej branży też pomogło. Dostrzeżenie, że ich ciała są tak różne i ich postaw względem samych siebie i swojej seksualności. Moją ogromną inspiracją jest Fenella Fox, dla mnie jest idealna <3 Mogę poradzić, że oglądanie siebie codziennie dokładnie w lustrze pomaga w akceptacji swojego ciała. Komplementuj swoje ciało. Nigdy, naprawdę nigdy nie porównuj się do nikogo. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy i gorszy (cokolwiek to znaczy). 

Co najważniejsze, zdaj sobie sprawę z tego, że te idealne kobiety, które widzisz w internecie nie są idealne. Nikt nie jest. Każdy ma niedoskonałości (osobiście nie przepadam za tym słowem, wszystko w naszym ciele jest doskonałe). Ja mam rozstępy, cellulit, ciągłe problemy ze skórą, nie jest idealnie gładka, cery również nie mam idealnej, przebarwienia, stany alergiczne, pękające usta, ciemne włoski na ciele, zniszczone włosy (aczkolwiek pracuję nad nimi, ale nie jest łatwo z kręconymi włosami, bo jak wiadomo, kręcone włosy, to włosy specjalnej troski). 

Przez rok ważyłam ponad 60kg (przy wzroście 163cm). Nadal się wtedy sobie podobałam, ale teraz podobam się sobie bardziej (schudłam w rok 11kg, ale to był mój wybór). Patrząc na siebie przed 20 rokiem życia i po, to niebo a ziemia. Jak ja mogłam mieć tyle kompleksów? Aktualnie nic bym w sobie nie zmieniła. Przed 20 rokiem życia nie potrafiłam wyjść z domu bez makijażu. Teraz częściej wychodzę bez niego. Dodam tylko, że mam 25 lat, a w branży jestem od ponad 5,5 roku. 

Myślę, że bycie ‘golasem’ jednak najbardziej pomaga. Jeśli masz taką możliwość, to chodź po mieszkaniu nago, a już na pewno oswój się z lustrem. Brzmi to wszystko banalnie, ale wiem, że nie jest to proste. To jacy ludzie ciebie otaczają też ma wpływ. Jeśli nie czujesz się komfortowo wśród swoich znajomych, nie potrzebujesz ich. Stawiaj na jakość , a nie ilość. Na szczęście sami możemy wybierać ludzi, którzy nas otaczają, skorzystaj z tego przywileju. Jeśli spotykasz się z facetem, który stosuje body-shaming w stosunku do ciebie – zostaw go. Jeśli porównuje ciebie do innych kobiet – zostaw go (i pamiętaj, że to nie jest wina tych kobiet, tylko faceta frajera). Jeśli nie lubi ciebie bez makijażu – zostaw go. Jeśli próbuje mieć wpływ na to jak masz się ubierać i malować – zostaw go. Znajdziesz faceta, który w pełni będzie ciebie akceptował, tylko taki jest czegoś wart. Jeszcze lepiej jakbyś zdała sobie sprawę, że opinia jakiegokolwiek mężczyzny nie ma znaczenia i nie może wpływać na twoją samoocenę. 

Znam kobiety, którym pozytywna opinia mężczyzn pomogła w akceptacji swojego ciała, aczkolwiek wydaje mi się, że dojście do tego bez ich komentarzy na temat twojego wyglądu, stworzy twoją miłość do samej siebie większą i mocniejszą, a co najważniejsze niezachwianą. Nie potrzebujesz komplementów od mężczyzn by czuć się dobrze w swoim ciele. Dla mnie komplementy od obcych mężczyzn nic nie znaczą, bo wiem, że im podoba się wszystko. Trust me. Nie lubię generalizować, ale poznałam w swoim życiu trochę mężczyzn i od kilku lat moimi klientami są głównie mężczyźni, zdążyłam zaobserwować jak działają. Wystarczy pokazać kawałek ciała by zasypali ciebie komplementami, a z drugiej strony wytkną ci co jest w tobie nie tak. Absurdalne prawda? Nie mówię o wszystkich, ale ogromna część się tak zachowuje (szczególnie w internecie). Żeby nie było, lubię mężczyzn, ale tych, którzy szanują kobiety. Nie potrzebuję być komplementowana przez obcych facetów, ale też nie jest tak, że komplementów nie lubię. Lubię te od kobiet (wszystkich) i od mężczyzn, z którymi aktualnie łączy mnie jakakolwiek relacja. 

Moje odważne zdjęcia na Instagramie, nie są dodawane dla uwagi mężczyzn. Jedyna uwaga mężczyzn jaką potrzebuję, to ta na czacie, na którym pracuję. Poza nim nie potrzebuję atencji obcych mi facetów. 

Nagość jest dla mnie czymś naturalnym. Czymś, z czym każdy z nas ma do czynienia na co dzień. Sama lubię oglądać kobiece nagie ciała, bo są piękne. Ciało kobiety jest dla mnie sztuką, każde. A więc, drodzy mężczyźni, nie robię tego dla was. Nie chcę was urazić, ale po prostu nie wszystko kręci się wokół was.

Podsumowując, najwięcej zawdzięczam swojej pracy. Pomogła mi ona w oswojeniu się ze swoim ciałem, w poznaniu go i swojej seksualności. Dzięki niej spojrzałam na kobiece ciało (i nie tylko kobiece) zupełnie inaczej. Cellulit jest czymś normalnym. Rozstępy są normalne. Włosy na ciele ma każdy i jest to czymś naturalnym. Wszystko jest z tobą w porządku. 

Pamiętajmy, że ciałopozytywne nie jest ściąganie jednej sylwetki w dół po to, by inną wynieść w górę. Nie ma niczego nienaturalnego w byciu chudą, jak i w byciu plus size. Kobiety mają kompleksy i niedoskonałości niezależnie od tego jakich są rozmiarów. Nie ściągajmy też w dół kobiet, które poprawiły w sobie coś chirurgicznie lub stosują medycynę estetyczną. Jeśli dzięki temu czują się lepiej w swoim ciele, to nie mam z tym problemu. Kochanie siebie nie jest egoizmem, ale mówiąc już tym językiem, narcyzom żyje się lepiej, aczkolwiek nie łatwo do tego dojść.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów